Tryptk Nadziei

Fotografią posługuję się intuicyjnie.

Czasem wręcz nieświadomie.

Cały czas zbliżam się do poznania samej siebie.

Próbuję nadać formę moim doznaniom i uwiecznić swoje zmagania w poznawaniu świata.

Nie lubię posługiwać się słowem pisanym, ale jest to wymagane.
I wtedy z pomocą przychodzi Paweł Władysław Płócienniczak, który na tym temacie zna się wyśmienicie i pięknie zinterpretował moją pracę:

Tryptyk Nadziei

W sobotni wieczór w klimatycznej Galerii Refektarz Wojtek Szuniewicz, dyrektor Krotoszyńskiego Ośrodka Kultury, otworzył kolejną wystawę prac fotograficznych Klubu Blenda. Tym razem pokazano zestawy autorskie.

Blenda to jedno z nielicznych środowisk okołoartystycznych działających w naszym mieście.
Współczesny świat zdominowany jest obrazami. Wielokrotnie zastępują one język, a właściwie stanowią jego uniwersalny substytut.
Ten sam obraz jest zrozumiały w każdym zakątku świata, przekazując informację i poruszając podobne sfery wrażliwości. A fotografia to więcej niż tysiąc słów.

Szukając potwierdzenia tej tezy, obejrzałem wystawę prac w większości bardzo młodych adeptów sztuki fotografowania.

Wiele wystawionych zdjęć na pewno zasługuje na uwagę, moją przyciągnęła praca w postaci tryptyku.
Ta bardzo stara forma, kiedyś stosowana jako nastawa ołtarzy, a potem często wykorzystywana przez wielu artystów różnych epok i stylów miała swoje szczególne zastosowanie.
Skrzydła tryptyku z reguły dopełniały centralny obraz, jakby dopowiadały, uzupełniały temat przedstawiony jako główny motyw dzieła.
Aż boję się tego porównania, ale nasuwa się ono jakby automatycznie, mianowicie bardzo często w tryptykach sakralnych centralne miejsce zajmował krzyż, od wieków symbol cierpienia, ale także wielkiej nadziei na odkupienie.
I nagle stajemy przed pracą, której tematem jest krzyż, ale ten ludzki, nazywany banalnie kręgosłupem, a artystka, która wykonała tę pracę, nazywa się Nadzieja.
Nomen omen – nazwisko jest wróżbą, stanowi znak.

Zaskakującą rzeczą w tej niezwykłej pracy jest użycie zdjęcia rentgenowskiego pokazującego metalową, misterną konstrukcję wzmacniającą kręgosłup-krzyż, nie kogo innego, tylko samej artystki.
Dramaturgii dodaje fakt, że to niezwykłe dzieło chirurgów wrośnięte w ludzki organizm jest pęknięte, złamane.
Skrzydła tryptyku ukazują akty autorki w mocno konwulsyjnych pozach, dopełniając obrazu…

Jak na wystawę amatorów, to przeżycie dosyć niezwykłe. Artyści często udowadniali pełną integrację ze swoją sztuką, używając samych siebie i swoich dramatów jako integralnej części prac.
Tutaj jest podobnie, chociaż na szczęście wszystko kończy się dobrze, bo obok pracy widzimy w pełni sprawną i piękną, młodą damę – artystkę fotografii u progu kariery: Zuzannę Nadzieję.

tryptyk zuzanna nadzieja
zuzanna nadzieja wystawa fotografii

                                                                                                               Fotografię podczas wernisażu wykonał: Paweł Władysław Płócienniczak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *